Auto z wtyczką

marzec 16, 2008

0b1fe32caa.jpg 

Specjaliści Volvo zaprojektowali samochód, który oprócz zwykłego silnika ma również motor na baterie , ładowane z domowego gniazdka

Szwedzki prototyp nazywa się ReCharge Concept. To hybryda, która porusza się głównie dzięki sile czterech motorów elektrycznych ukrytych w każdym z kół. Kiedy zabraknie energii w baterii akumulatorów litowo-polimerowych, włącza się „awaryjny” silnik Flexifuel (dopasowany fabrycznie do spalania różnych rodzajów paliwa, także z biokomponentami). Akumulatory prototypowego volvo można doładowywać we własnym garażu, przyłączając auto wprost do zwykłego gniazdka z siecią. Według wyliczeń szwedzkich naukowców dzięki rzadszemu odwiedzaniu stacji i jeździe wyłącznie na prąd, można zmniejszyć koszty aż o 80 procent (w porównaniu z autem zasilanym benzyną). Elektryczne volvo to całkiem dynamiczne auto. Sprint do setki zajmuje tylko 9 sekund, samochód może pędzić maksymalnie 160 kilometrów na godzinę.

92ccdb2bc5.jpg 

Włodzimierz Smolarek jest jednym z najbardziej znanych polskich piłkarzy. Był reprezentantem Polski w 60 różnych meczach międzynarodowych, grał m.in. w łódzkim Widzewie oraz holenderskim zespole Feyenoord Rotterdam. Smolarek senior dwukrotnie zagrał także w finałach mistrzostw świata. Po wygranej z Francją w roku 1982 jego drużyna zajęła trzecie miejsce, ale tego momentu nie pamięta syn Euzebiusz Smolarek – urodził się 9 stycznia 1981, a więc podczas pamiętnych mistrzostw miał zaledwie rok. „Ebi” już w 16. roku życia otrzymał propozycję gry w holenderskiej reprezentacji młodzieżowej. Smolarek junior grał w zespole Spirit uit Ouderkerk aan den Ijssel, potem przeszedł do dawnej drużyny ojca Feyenoord Rotterdam, a następnie do niemieckiej Borussii Dortmund, w której występuje od 18 stycznia 2005 r. Polak gra w iście mistrzowskim stylu i jest łakomym kąskiem dla łowców piłkarskich talentów.

Dlaczego się śmiejemy?

marzec 16, 2008

71da932363.jpg

Istotą śmiechu jest jego społeczne podłoże. Ludzie samotni, stroniący od towarzystwa, są najczęściej określani jako mrukliwi i ponurzy.

Dla odmiany „dusze towarzystwa” są zazwyczaj postrzegane jako osoby dowcipne. Ludzie, którzy potrafią dobrze rozśmieszać innych, są bardziej cenieni, nawet jeśli ich pozostałe talenty są mierne. Okazuje się również, że osoby uznawane za dowcipne mają większe powodzenie u płci przeciwnej. I mężczyźni, i kobiety deklarują, że wysoko cenią sobie poczucie humoru u partnera. Gdy przychodzi do oceny atrakcyjności konkretnych osób, okazuje się, że kobiety nadal wybierają tych mężczyzn, którzy potrafią je rozśmieszyć. Natomiast kobiety, które są bardzo dowcipne, wcale nie są przez mężczyzn uważane za atrakcyjne seksualnie. Panowie rozróżniają zdolność „wytwarzania” dowcipu, czyli rozśmieszania innych, oraz „reagowania” na dowcip, czyli tego, na ile ktoś potrafi docenić ich żart. U partnerek seksualnych cenią wyłącznie to drugie. Kobiety natomiast jednakowo cenią u partnera obie składowe poczucia humoru.

Dlaczego? Jedną z odpowiedzi znaleźć można w książce Geoffreya Millera „Umysł w zalotach”. Autor uważa, że zdolność do „wytwarzania” dowcipu świadczy o błyskotliwości umysłu i tym samym jest świadectwem „dobrych” genów mężczyzny. Dlatego cecha ta jest ceniona przez kobiety. Z kolei dla mężczyzny śmiech, którym reaguje kobieta, jest wyrazem aprobaty dla jego osoby. Jeśli na randce dziewczyna ani razu nie „złapie” dowcipów chłopaka, można mieć pewność, że drugiej randki już nie będzie. Zdaniem Millera, pozytywna reakcja na męskie dowcipy jest sygnałem, że kobieta może być zainteresowana mężczyzną. Ewolucja obu cech („wytwarzania” dowcipu przez mężczyzn i reagowania śmiechem przez kobiety) związana była z doborem płciowym. Kobiety wybierały mężczyzn z poczuciem humoru, zaś mężczyźni nie tracili czasu na kobiety, które nie doceniały ich żartów. Być może dlatego James Bond zyskuje na uroku dzięki swojemu poczuciu humoru, natomiast śmiać będziemy się raczej z dowcipów Whoopi Goldberg, a nie Angeliny Jolie.

Wczoraj i dziś

marzec 16, 2008

intro.jpg 

Powyżej Triftgletscher. Niektóre zmiany związane z globalnym ociepleniem mogą zachodzić z zadziwiającą szybkością. Szwajcarski lodowiec Triftgletscher stracił niemal cały wchodzący do jeziora „jęzor” w ciągu zaledwie roku. Dziś lód nie ma już w ogóle kontaktu z wodą, odsłonięte zostały natomiast zerodowane przez lodowiec skały. Zdjęcie po lewej jest z 2002 roku, po prawej z 2003.

Powierzchnia Ziemi może się zmieniać w błyskawicznym tempie, a działalność człowieka i globalne ocieplenie nieustannie to tempo zwiększająNasza stara, dobra Ziemia nie jest już taka, jak dawniej. Kiedyś wydawała nam się opoką, stabilną podstawą, która co prawda podlega jakimś zmianom, ale zbyt wolnym, byśmy mieli się czym przejmować. Lasy rosną przez dziesiątki lat, rzeki zmieniają bieg w czasie stuleci, a procesy geologiczne trwają tysiącami i milionami lat. Wystarczyło jednak, że zaczęliśmy uważnie przyglądać się naszej planecie, by nasze dobre samopoczucie mocno się zachwiało.
Mniej więcej tak mocno, jak to czasami zdarza się skorupie ziemskiej. I nie chodzi tu nawet o wstrząsy tektoniczne – wystarczy masywne osunięcie się skał, takie jak to, które miało miejsce na nowozelandzkiej Mount Cook, by w jednej chwili dane z atlasów geograficznych straciły swą aktualność.

b904c7d5ab.jpg

Nowy sposób na zaopatrzenie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej w żywność, tlen i paliwo, to europejski bezzałogowy statek transportowy - kosmiczna ciężarówka.

Kolejny - po laboratorium Columbus - wkład Europy w budowę Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, to orbitalna ciężarówka nazwana „Jules Verne”. Jej zadaniem jest dostarczenie załodze stacji niezbędnego zaopatrzenia. Prawidłowa nazwa to bezzałogowy statek transportowy (Automated Transfer Vehicle - ATV). Ten cylinder o długości 10 metrów i średnicy 4,5 metra ma w ładowni ponad 4,6 tony żywności, tlenu, wody, paliwa i sprzętu. Został wyniesiony na orbitę okołoziemską 9 marca o godzinie 05:03 czasu polskiego (01:03 czasu lokalnego). Rakieta Ariane-5ES z ładunkiem aż 20 ton (to dwa razy więcej niż poprzedni największy fracht), wyruszyła ze specjalnie wzmocnionego pomostu startowego w europejskim kosmodromie w Centrum Kosmicznym w Kourou w Gujanie Francuskiej. „Jules Verne” to automat. Bezzałogowy statek po dotarciu na orbitę zaczeka tam na wysokości 260 kilometrów, aż z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) odcumuje prom kosmiczny Endeavour (jego misja rozpoczyna się 11 marca). Następnie 3 kwietnia kosmiczna ciężarówka automatycznie wzniesie się na wysokość 345 kilometrów, na której dryfuje stacja i zacumuje samodzielnie do modułu „Zwiezda”. Umożliwi to system orientacji w przestrzeni oparty na technologii GPS i laserach. „Jules Verne” będzie utrzymywać stację na właściwej orbicie przez pół roku. W tym czasie asronauci zużyją przywiezione zapasy, a ładownię statku zapełnią odpadkami i niepotrzebnym sprzętem. Skończy w odmętach Oceanu Spokojnego. Projekt kosztował 1,3 miliarda euro. Europejska Agencja Kosmiczna planuje wysłać w kosmos jeszcze cztery takie pojazdy jednak o ładowności zwiększonej do 7,6 ton. W przyszłości Europejska Agencja Kosmiczna planuje budowę statków załogowych.